Rok 1964. Melbourne.
Dwoje australijskich chemików zadaje pytanie, które każdy kiedyś sobie zadał: czym właściwie pachnie deszcz?
Destylują kamienie i ziemię wysuszoną na słońcu. Wychodzi im żółtawy olejek.
Nazywają ten zapach petrichor. Z greckiego: kamień i krew bogów.
Ładnie. Ale niepełnie.
Ten ziemisty zapach po burzy w dużej części robimy my. Bakterie glebowe wytwarzają geosminę, a krople deszczu wybijają ją w powietrze.
Wasz nos jest na nią wyjątkowo czuły.
Najzabawniejsze? Ten zapach wcale nie jest dla was.
Wysyłamy go do maleńkich skoczogonków. Przychodzą na zapach, podjadają trochę z nas i roznoszą nasze zarodniki dalej.
A wy otwieracie okno i mówicie: „Jak pięknie pachnie”.
Nie ma sprawy. Częstujcie się.
Bakterian
