Dziś. Wszędzie.
Pytacie czasem, jak wygląda moja rodzina.
Prosto. Rosnę, rosnę… i w pewnym momencie dzielę się na pół.
Jest nas dwoje. Identycznych.
Kto jest mamą, a kto córką? Nikt nie wie. My też nie.
Moja mama? To ja sprzed dwudziestu minut.
Tyle w idealnych warunkach zajmuje to niektórym moim kuzynom.
Gdyby nic nie przeszkadzało, po dziesięciu godzinach z jednego byłby miliard.
Na szczęście zawsze kończy się jedzenie.
Nie mamy zjazdów rodzinnych. Nie kłócimy się o spadek.
Każdy dostaje wszystko. Po równo.
Bakterian
