Noc. Hawaje.
W płytkiej zatoce poluje mała mątwa. Księżyc świeci jasno, a od dołu patrzą drapieżniki. Na tle jasnej powierzchni jej cień byłby widoczny jak na dłoni.
Ale nie jest. Bo w jej ciele świecą moi kuzyni.
Mątwa karmi nas cukrami. My dajemy jej światło — dokładnie tyle, ile pada z góry. Cień znika.
Rano wypuszcza do morza prawie całą ekipę. Ci, którzy zostali, przez dzień odbudowują tłum.
Wieczorem znowu świecimy.
Dlatego noszę latarkę.
Rodzinna tradycja.
Bakterian
